Lords of Hellas, czyli Lots of Hell Yeah!

Lords of Hellas to jeden z gorętszych tytułów ostatnich miesięcy. Hype nakręcony został do monstrualnych rozmiarów, głównie przez ciekawy temat i przepiękne figurki. Od zapowiedzi, poprzez kończącą się właśnie zbiórkę na kickstarterze, grze towarzyszy ogromne zainteresowanie i niekończąca się dyskusja. To tylko plastikowa wydmuszka, czy znajdziemy tam jakąś sensowną mechanikę? Gra okaże się warta sporej kwoty, jaką trzeba wydać? Obietnice o świeżym podejściu do territory controll to tylko chwyt marketingowy?  Miałem okazję zapoznać się z prototypem tej gry i po kilku partiach chciałbym podzielić się wrażeniami oraz spróbować odpowiedzieć na niektóre z tych pytań.

Zanim zaczniemy jeszcze mały disclaimer. Niestety w wyniku awarii sprzętu straciłem zdjęcia, które przygotowałem do tego tekstu. Musiałem już wysłać prototyp dalej, więc zobaczycie tylko kilka fotek robionych na ostatnią chwilę. Jeśli chcecie obejrzeć więcej, to zapraszam na bloga Tycjana, który poza świetnym tekstem wrzucił sporo dobrej jakości zdjęć.

 

Zeus spotyka Optimusa Prime

Lords of Hellas to najnowsze dzieło Adama Kwapińskiego. Na Kickstarterze wydaje je studio Awaken Realms, znane z takich tytułów jak The Edge i This War of Mine. Kiedy publikuję ten tekst, do końca zbiórki pozostały mniej niż 24 godziny, a gra ufundowała się po… siedmiu minutach!
Przy pierwszym kontakcie uwagę przykuwają dwie rzeczy. Pierwszą jest otoczka fabularna, czyli antyczna Grecja, w której bogów, herosów i potwory zastępują nam ogromne maszyny. Jest to zabieg czysto kosmetyczny, ale jakoś przyjemniej polowało mi się na Cyklopa, który zakuty jest w cybernetyczną zbroję, niż na kolejne, pretekstowe potwory wyjęte z encyklopedii świata fantasy. Z nietypowym klimatem łączy się drugi „magnes na graczy”, czyli kapitalne figurki. Wiecie, że jestem fanem suchych eurogier, drewnianych znaczników, a szczytem moich oczekiwań są meeple w fantazyjnych pozach 😉 Jednak nawet na mnie figurki zrobiły ogromne wrażenie, mimo że normalnie ignoruję je w grach. Są duże, szczegółowe, a w pełni złożone monumenty (o nich trochę później) majestatycznie górują nad planszą. Wprawdzie grałem w prototyp, ale figurki w nim były finalnej jakości, więc o wykonanie gry możemy być spokojni.

Dude, hold my beer map

Figurki figurkami, klimat klimatem, ale przejdźmy do tego, co w grach najważniejsze, czyli do mechaniki. Lords of Hellas to gra o kontroli obszarów, poruszaniu i walce jednostek na mapie, a wszystko podlane sosem z przygodówki. Wcielamy się w jednego z mitycznych herosów i przy użyciu armii hoplitów będziemy się starli zostać władcą całej Hellady.

Możemy to osiągnąć na cztery sposoby. Mapa podzielona jest na kilka krain, każda składająca się z trzech do pięciu regionów. Kontrola nad dwiema pełnymi krainami da nam natychmiastowe zwycięstwo. Tak samo, jak kontrola nad pięcioma regionami zawierającymi świątynie. Ponadto nasz bohater może polować na potwory, ubicie trzeciej poczwary zakończy grę naszą wygraną. Ostatnim sposobem jest zakończenie gry „na czas”. Jedną z akcji podczas gry jest budowa ogromnych monumentów. Ukończenie jednego z nich kończy grę, a zwycięzcą zostaje gracz kontrolujący największą liczbę miast. Opcji jest sporo i może martwić ich balans. W swoich grach widziałem wygraną na trzy różne sposoby, a ten czwarty był o krok. Grając każdą ścieżką, można odnieść sukces. Obawy miałem głównie do warstwy przygodowej, czy nie będzie ona sztucznie doklejona jak choćby w Scythe. Nic z tych rzeczy. Polowanie na potwory jest ważnym elementem gry, nawet jeśli planujemy wygrać w inny sposób. Bohatera możemy również wysłać na questy. Każdy z nich ma trzy kroki. Heros może rozpocząć takie zadanie na każdym z nich, skracając czas ich wykonania, jednak im krótsza droga, tym większe wymagania musimy spełnić. Nie jest to najbardziej rozbudowany element gry, ale daje przydatne nagrody i przysparza dylemat – przygotować się lepiej do zadania, ryzykując, że ktoś inny je wypełni wcześniej, czy może zacząć je od początku, na dłużej zdejmując naszego bohatera z planszy?

Tury graczy są szybkie i czas oczekiwania na swoją kolej nie irytuje. Chyba że wszyscy gracze przed nami rozpoczynają walki, ale wtedy jest duża szansa, że choć jedna z nich będzie z naszym udziałem 😉 W swojej turze możemy wykonać ruch armii (zależny od wartości przywództwa naszego bohatera), wysłać kapłana, aby modlił się do bogów (zwiększa to statystyki naszego bohatera) i poruszyć figurkę herosa. Każdą z tych rzeczy tylko raz, w dowolnej kolejności. Później musimy wykonać jedną z akcji specjalnych, blokując ją sobie na kolejne tury. Są to proste działania typu rekrutacja hoplitów, budowa świątyń, polowanie na bohatera, czy przygotowanie do kolejnych tur. Kilka z nich chciałbym omówić jednak bardziej szczegółowo.

Ciekawie i nietuzinkowo wygląda akcja uzurpacji. Wspominałem już o kilku krainach. Nasz bohater może zostać herosem takiej krainy, jeśli wykona w niej zadanie lub pokona pustoszącego ją potwora. Posiadając żeton bohaterstwa, można wykonać akcję uzurpacji. W skrócie polega ona na wejściu naszego bohatera do regionu kontrolowanego przez przeciwnika i wyrzuceniu go stamtąd razem z armią, a później dostawieniu jednego naszego hoplity. Jasne, wystawiamy się na strzał, bo wygoniony przeciwnik najprawdopodobniej zaraz będzie chciał odbić region, ale takie zagranie ma ogromną wartość taktyczną. Zdobycie w ten sposób regionu z ostatnią, potrzebną do wygranej świątynią daje niesamowitą radochę!

Zanim przejdę do kolejnej akcji, zatrzymam się chwilę na walce. Jest ona bardzo prosta i mało losowa. Liczymy siłę naszych hoplitów, później zagrywamy karty walki. Możemy ich mieć tylko cztery, więc nie ma mowy o przeciągających się starciach. Karty mają bonus do siły i jakieś specjalne akcje, niektóre musimy opłacać życiem naszych hoplitów, co jest świetnym zabiegiem. Po spasowaniu obu walczących sprawdzamy ostateczną siłę, przegrany traci jednego hoplitę i musi się wycofać. Wygrany zostaje i przejmuje kontrolę nad regionem. Proste, szybkie i kontrolowalne. Mam wrażenie, że rozstrzał siły na kartach jest trochę zbyt duży (od zera do pięciu, gdzie siła jednego hoplity to jedne), lecz poza tym walka wypada bardzo dobrze. Byłoby z nią gorzej, gdyby nie jeden świetny zabieg.

Karty walki są jednocześnie używane do polowania na potwory. Możemy mieć ich maksymalnie cztery, dodatkowo na początku polowania dobieramy tyle, ile siły ma nasz heros. Następnie musimy zadać potworowi odpowiednie typy ran, symbolizowane przez ilustracje na kartach. Później to potwór atakuje nas, a my bronimy się kartami lub przyjmujemy rany, zmniejszając nasze statystyki. Im więcej kart zużyjemy do obrony, tym mniej dobierzemy ich w kolejnej rundzie polowania. Całość wypada fantastycznie i jeśli nie idziemy „na pewniaka”, to generuje ogromne emocje. Wisienką na torcie jest fakt, że potwory przyjmują rany permanentne, więc zostawienie skrwawionego, słaniającego się na nogach monstrum to prezent dla przeciwników!

Ostatnią i najważniejszą akcją jest budowa monumentu. Jest to swoista faza czyszczenia – gracze odblokowują swoje akcje specjalne, do gry wchodzi karta wydarzenia, a gracz budujący monument dostaje kapłanów. W tym momencie aktywowane są potwory, które mogą poruszać się po mapie lub buszować w zajmowanych regionach – tutaj zjedzą hoplitę, tam zniszczą miasto czy świątynię. Budowa monumentu zwiększa jego działanie podczas wysłania kapłana na modły, przybliża też koniec gry. Nie może się ona „zaciąć”, ponieważ w pewnym momencie, nawet nie chcąc, musimy wybudować monument, po prostu nie mając innych dostępnych akcji specjalnych.

 

Ambrozja i Nektar

Lords of Hellas daje masę frajdy. Każda z dróg do zwycięstwa jest przyjemna, co więcej, żadna nie jest łatwiejsza. Każdego gracza można próbować powstrzymać. Przy kontroli terytorium po prostu odbijając mu je. Jeśli natomiast próbuje wygrać „na potwory”, to możemy go atakować i zmuszać do zagrywania kart walki lub po prostu zlikwidować bestię samemu. Nigdy nie jest tak, że ktoś leci na autopilocie, a my zaciskając gniewnie wargi, statystujemy mu w jego drodze do wygranej. Co ważne, w każdej z moich partii co najmniej jeden gracz poza zwycięzcą był o krok od wygranej w inny sposób. Świadczy to dobrze o balansie gry i obiecuje sporą regrywalność.

Skoro już jesteśmy przy balansie, to warto wspomnieć, że dostępni herosi trochę się między sobą różnią. Nie są to ogromne różnice, na pewno nie zmuszają do grania daną strategią. Co więcej, podczas gry będziemy zdobywać karty błogosławieństw i artefakty, które dadzą nam nowe, mocno asymetryczne moce. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby naszego Heraklesa, który grę rozpoczyna z wyższą niż inni siłą (przydatną w polowaniu na potwory) zmienić w genialnego taktyka, który poprowadzi swą armię do wygranej.

Miałem okazję zagrać w trzy i cztery osoby. Z jednej strony trochę wstyd, że jako recenzent nie sprawdziłem wariantu dwuosobowego. Z drugiej strony zrozumcie – ciężko pokazywać tę grę ludziom, opowiadać o niej z pasją, a na koniec powiedzieć „dobra, to teraz Wy dwaj nie gracie, bo muszę sprawdzić wariant na dwie osoby” 😉 Jeśli zaś chodzi o skalowanie, to w obu wariantach bawiłem się równie dobrze. Nie zgadzam się z zarzutem, że przy trzech graczach mapa jest zbyt duża. Po pierwsze to my decydujemy, gdzie się początkowo rozstawiamy, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć blisko przeciwnika. Po drugie przy wysokiej statystyce dowodzenia naszego bohatera lub korzystając z monumentu Hermesa, możemy dosyć szybko przegrupować naszą armię i przejść sporą drogę na mapie. Po trzecie warunki wygranej wymuszają rozciągnięcie naszych sił. Kontrolując dwie krainy, sąsiadujemy z przynajmniej dwiema następnymi, świątynie też nie stoją na mapie w jednym miejscu.

Na zakończenie odpowiem na kilka pytań, posłużę się przy tym tytułem tego tekstu. Czy uważam, że gra warta jest wsparcia, nawet w wysokiej kwocie? Hell yeah! Czy zaprzedałem dla niej duszę diabłu (założyłem konto na Kickstarterze)? Hell yeah! Czy jest to najlepsza gra typu terirtory controll i dudes on the map, w jaką grałem? Hell yeah! Czy przekonała się do niej nawet moja żona, która niezbyt lubi konflikt na mapie? Hell yeah! Czy wszyscy, którym miałem okazję zaprezentować prototyp, podzielają moje zdanie? Hell yeah!

Czy Was przekonałem, albo choć zachęciłem do sprawdzenia jak sobie Lords of Hellas radzi na Kickstarterze? Mam nadzieję, że krzykniecie hell yeah 😉