Decrypto, czyli tajniacki (de)kryptonit?

Ludzie najczęściej szukają w recenzjach odpowiedzi na pytanie, „czy ta gra mi się spodoba?”. Bardzo ciężko jest, nie znając gustu danej osoby, polecać albo odradzać grę. Dlatego zawsze staram się pisać, niejako odpowiadając na pytanie „co sądzisz o tej grze?”, a nie „czy możesz mi ją polecić?”. Problem jest tym większy, kiedy mamy do czynienia z grą obiegowo nazywaną killerem jakiegoś innego tytułu. Próba odpowiedzi na pytanie, czy recenzowany tytuł faktycznie zastąpi inny, jest często karkołomna.

Co jednak może zrobić biedny, recenzencki żuczek, kiedy na warsztat bierze grę, która jest częściej nazywana „Tajniacy Killer” niż swoim prawdziwym tytułem? Będę się starał pisać tutaj o Decrypto, nie Tajniakach, ale porównań między nimi uniknąć nie dam rady.

Zacznijmy jednak od przybliżenia obu gier, bo nie wszyscy muszą znać ten nurt planszówkowej rozgrywki. Są to gry słowne, w których gramy drużynowo. Jedna osoba, za pomocą sprytnie wymyślonych podpowiedzi, stara się naprowadzić swoją drużynę na odgadnięcie odpowiednich haseł. Na tym rdzeniu opierają się obie te gry, jednocześnie mocno rozjeżdżając się właśnie w tym miejscu.

 

W Decrypto bowiem naszym głównym zadaniem nie jest prawidłowe odgadywanie haseł naszej drużyny, a próba złamania szyfru przeciwników. Na początku gry każda drużyna dostaje cztery słowa, które mocuje w specjalnej zasłonce pod numerami od jednego do cztery. Następnie w każdej rundzie jeden z graczy w obu zespołach dobiera kartę kodu, na której znajdują się trzy cyfry, np. 3, 2, 4. Zadaniem szyfranta jest podanie trzech podpowiedzi, po jednej dla każdego hasła. Mogą to być pojedyncze słowa, rysunek, śpiew albo dźwięk, pole do popisu jest więc większe niż w Tajniakach. Obie drużyn starają się przyporządkować podpowiedzi do numerów, nasza drużyna widzi hasła, a przeciwnicy mają do dyspozycji tylko podpowiedzi podawane we wcześniejszych rundach. Głównym zadaniem szyfranta staje się więc nie po prostu podanie ciekawej podpowiedzi do konkretnego słowa, ale zrobienie tego w taki sposób, żeby nie kojarzyło się z poprzednimi podpowiedziami i zwiodło przeciwników. Grę wygrywa bowiem ta drużyna, która pierwsza dwukrotnie złamie szyfr przeciwników. Zwycięstwo można też rywalom podarować, jeśli dwukrotnie pomylimy się w odgadywaniu naszych haseł. Podpowiedzi nie mogę więc być też zbyt zakręcone, gdyż jeśli zmylimy wszystkich przy stole, to również możemy przegrać.

Początkowo wydaje się to proste, jednak z każdą kolejną rundą jest trudniejsze, gdyż rywale dysponują większą liczbą poprzednich podpowiedzi. Czasem trzeba się nagimnastykować, żeby wymyślić odpowiednią wskazówkę. Nie ma też nic gorszego niż ujrzenie dezorientacji w oczach naszej drużyny chwilę po podaniu podpowiedzi. Fantastyczną sprawą jest fakt, że w każdym momencie gry zaangażowani są wszyscy jej uczestnicy, co bywało sporym problemem w Tajniakach, w których podczas naszej tury przeciwnicy się nudzili.

Wykonanie gry jest bardzo poprawne. Karty są ładne, w nietypowych kształtach i mają świetny bajer, w postaci czerwonej folii w zasłonkach. Hasła na kartach są bowiem pokryte czerwoną siateczką i czytelne stają się dopiero po włożeniu ich w odpowiednie miejsce w zasłonce. Gra nie ma wielu elementów, ale wszystkie wykonane są porządnie, a retro stylistyka jest urocza. Pudełko jest nieduże i idealnie mieści wszystkie elementy, nie znajdziecie w nim wiele chińskiego powietrza. Problem mam jedynie z okładką, która w polskiej wersji wydanej przez 2 Pionki została zmieniona. Oryginalna okładka jest zdecydowanie lepsza i spójna z oprawą graficzną pozostałych elementów. Szkoda też, że wśród elementów nie ma dwóch ołówków i o materiały piśmiennicze trzeba zatroszczyć się we własnym zakresie, choć może zbytnio rozpieściły mnie w tym temacie Kości Obfitości 😉

Zaskakujące są jednak problemy, których przysparzają zasady gry. Nie ma ich wiele, a instrukcja jest napisana przejrzyście, jednak grę po prostu ciężko się tłumaczy. Szybkie załapanie, że głównym celem jest łamanie szyfrów przeciwnika i jak powinniśmy to robić, jest niestety problematyczne. Niemal każde tłumaczenie gry nowym osobom kończyło się, kiedy ktoś mówił „dobra zagrajmy, w trakcie się rozjaśni”.

 

Regrywalność stoi na wysokim poziomie, kart z hasłami jest sporo, a każda z nich mieści cztery słowa. Instrukcja podpowiada nawet, w jaki sposób organizować te karty, żeby za szybko nie trafić na powtórki. Jednak nawet przy powtórce jednego ze słów podpowiedzi do niego będą najprawdopodobniej inne, ponieważ podawane są w zestawie z innymi hasłami.

Najlepiej bawiłem się podczas rozgrywki czteroosobowej, kiedy podpowiedzi kierowane są tylko do jednej osoby. Przy większej liczbie zgadujących problematyczna staje się dyskusja, jeśli są wątpliwości co do któregoś hasła. Ciężko jest jasno przedstawić współgraczom swoje racje, skoro po drugiej stronie przeciwnicy tylko czekają na każde nasze słowo. Próbowałem również wariantu trzyosobowego i zupełnie mi się nie podobał, tak samo, jak gra dwuosobowa w Tajniaków. Do tych tytułów potrzebujemy co najmniej czteroosobowego grona.

Na początku bałem się, że Decrypto będzie zbyt podobne do Tajniaków i chcąc optymalizować kolekcję, będę zmuszony wybrać tę lepszą. Gry są na szczęście na tyle różne, że spokojnie można mieć w kolekcji obie. W Tajniakach trzeba znaleźć to jedno słowo, które złapie w sieć powiązań konkretne słowa, a ominie inne. W Decrypto nasz mózg musi działać inaczej, bo te same podpowiedzi są kierowane niejako do dwóch grup jednocześnie. Dla pierwszej muszą kojarzyć się z konkretnym słowem, jednocześnie nie kojarząc się z kilkoma innymi dla tej drugiej. Oczywiście zabawa jest  tym lepsza i trudniejsza, im późniejsza jest runda i większą pulą podpowiedzi dysponują rywale. Niestety jest to jednocześnie jedyna, prawdziwa wada Decrypto, gdyż rozgrywka potrafi trwać nawet 45 minut, co na ten typ gier jest zbyt długim czasem.

Jeśli jednak to Was nie razi i lubicie gry słowne, to zdecydowanie powinniście jak najszybciej sięgnąć po Decrypto, nawet mając na półce Tajniaków.


Za przekazanie gry do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Portal

  • kwiatosz

    Chinskie powietrze 😀