Ganges, czyli rzeka pełna kości

Ganges to święta rzeka Hindusów. Wierzą oni, że rytualna kąpiel w niej oczyszcza zarówno ich duszę, jak i ciało. Paradoksalnie jest to również jedna z najbardziej skażonych rzek świata, w której pływają zwłoki, padlina, przemysłowe zanieczyszczenia i ogromne ilości śmieci. Które oblicze Gangesu przyjmuje gra o tym samym tytule?

Rajas of Ganges, bo tak brzmi oryginalny tytuł, to jedna z najnowszych gier Markusa i Inki Brand, znanych z takich tytułów, jak Murano, Pokolenia czy seria Exit. Polską wersję (oraz skrócony tytuł, RIP „Nadgangescy Radżowie”) zawdzięczamy wydawnictwu Egmont.
W grze wcielamy się radżów, którzy rozbudowują swoje włości ku chwale Imperium Wielkich Mogołów, a jak zwykle wygra ten z nich, który w trakcie gry zbierze najwięcej abstrakcyjnych punktów zwycięstwa… Otóż nie tym razem!

Jednak zanim przejdziemy do mechaniki, to zwyczajowo słów kilka o wykonaniu. Stoi ono, biorąco pod uwagę koszt gry (na szczęście Egmont zdecydował się sporo obniżyć pierwotną SCD) na wysokim poziomie. Dostajemy sporo kartonowych kafelków, masę ładnych kości, garść drewnianych znaczników i solidne plansze. Całość okraszona kolorowymi, ładnymi, choć typowymi dla eurogier, ilustracjami Dennisa Lohausena. Problematyczna jest plansza główna, która początkowo może przyprawiać o zawrót głowy, gdyż ciężko jest odróżnić pola użytkowe od zwyczajnych grafik. Wprawdzie już w trakcie pierwszej gry ten problem znika, jednak wcześniej trudno jest dostrzec cokolwiek na planszy. Warto wspomnieć, że wszystkie elementy mieszczą się w świetnie zaprojektowanej wyprasce, zapomnijcie więc o woreczkach strunowych.

Całość jest też pod względem graficznym fajnie powiązana z klimatem. Na planszy pływamy po tytułowym Gangesie, w pałacu możemy skorzystać z pomocy Jogina, Wielkiego Mogoła czy Dewadasi, czyli hinduskiej tancerki. Kostki układamy na rękach bogini Kali, a ich wynikami manipulujemy, używając Karmy. Nie ma to absolutnie żadnego, sensownego przełożenia na mechanikę poszczególnych elementów, ale od strony graficznej prezentuje się bardzo spójnie.

Instrukcja napisana jest przystępnie, obfituje w przykłady i nie pozostawia absolutnie żadnych pytań już po jednej lekturze. Ostatnią jej stronę poświęcono na leksykon hinduskich pojęć, które zostały użyte w grze. Ogromny plus jak zawsze za wartości edukacyjne!

Wróćmy do tego, co w grach najważniejsze, czyli mechaniki. Wspominałem już, że zwycięstwa w Gangesie nie osiągniemy poprzez zebranie największej liczby pezetów. Zamiast tego, zarabiamy pieniądze i sławę, zaznaczając ich liczbę na dwóch oddzielnych torach biegnących wokół planszy. Startują one z jednego rogu, jednak pieniądze biegną w prawo, a sława w lewo. Celem graczy jest doprowadzenie do jak najszybszego minięcia się obu swoich znaczników. Mamy tutaj więc wyścig. Co ciekawsze, sława to zwyczajne punkty zwycięstwa, jednak pieniądze są jednocześnie jednym z surowców, który podczas gry trzeba wydawać, aby wykonywać akcje. Poza dążeniem do jak najszybszego przecięcia się obu torów musimy odpowiednio balansować nasze wydatki i przychody. Zbytnia oszczędność może wstrzymać nasz silniczek i sprawić, że na drodze do zwycięstwa prześcigną nas przeciwnicy. Tak samo jednak może zadziałać nadmierna rozrzutność.

Mechanicznie gra jest dosyć prostym worker placementem. Do dyspozycji dostajemy kilku robotników, kolejnych możemy odblokować podczas gry. Nasze pionki ustawiamy na planszy, natychmiast wykonując akcję przypisaną do zajętego pola. Może to być poruszenie statku na Gangesie, co daje jednorazowe bonusy, podobnie jak użycie którejś z pałacowych postaci. W pałacu możemy również otrzymać kości, które w grze są zasobami. Występują w czterech kolorach i są niezbędne przy najważniejszej akcji w grze, czyli budowie. Po wysłaniu naszego robotnika do kamieniołomów i opłaceniu kosztu możemy wybudować jeden z dostępnych kafelków na naszej planszetce. Kafelki również mają cztery kolory i płacimy za nie odpowiednimi kostkami. Dla przykładu kafelek kosztujący 10 niebieskich możemy pozyskać, płacąc dowolną liczbą niebieskich kostek, których suma oczek wynosi co najmniej dziesięć. Dwie szóstki załatwią nam sprawę, jednak nikt nie wyda z nich reszty.

Na kafelkach znajdziemy budynki, które jednorazowo dają punkty sławy oraz targi, za które dostajemy pieniądze. Ostatnia grupa akcji pozwala nam aktywować nasze targi (jednego rodzaju albo różne, w zależności od pola na planszy), aby zarobić pieniądze. Przy wykładaniu kafelków na planszę musimy kierować się kilkoma zasadami, ale najciekawsze są ułożone na granicach naszego poletka bonusy. Po dołożeniu kafelka z drogą wychodzącą na taki bonus od razu go otrzymujemy. W wariancie zaawansowanym mamy również możliwość samodzielnego wykładania bonusów na te specjalne pola, więc kierunek rozbudowy zależy całkowicie od nas.

Niektóre z pól na planszy opłacamy pieniędzmi, inne wymagają konkretnego wyniku na kostce. Bardzo mnie cieszy, że niskie wyniki są niemal równie użyteczne, co wysokie. Jedno z najmocniejszych pól kosztuję nas dwójkę, a po Gangesie pływamy, używając jedynie kostek o 1-3 oczek. Niestety przy budowie wyższe wyniki są jednoznacznie lepsze niż te niższe. Mamy do dyspozycji narzędzie do zarządzania losowością, czyli Karmę, która pozwala nam odwrócić kostkę na drugą stronę np. jedynkę na szóstkę. Niestety nie załatwia to wszystkich spraw, bo przy kiepskich rzutach mamy trochę trudniej niż przeciwnicy. Nie wspomniałem o polu, które pozwala otrzymać dwie monety i przerzucić dowolną liczbę kości, bo praktycznie nikt z niego nie korzysta. Trochę brakuje innej niż Karma możliwości zmiany wyniku na kostce, która nie wymagałaby akcji. Z drugiej strony każda kostka może mieć w Gangesie sensowne zastosowanie i zły rzut wybija nas z rytmu, a nie powoduje natychmiastową przegraną.

Warto też nadmienić, że tak ważnych tutaj kostek nie otrzymujemy co rundę. Grę zaczynamy z czterema, a później zyskujemy je z różnego rodzaju akcji oraz bonusów. Dobrze jest skupić się na tych drugich, bo każda akcja, którą wydajemy na pozyskanie kostki, jest akcją, której nie wydaliśmy na coś korzystniejszego. W grze wyścigowej każde opóźnienie może mieć znaczenie dla końcowego wyniku.

Ganges całkiem nieźle się skaluje poprzez zmianę dostępnych pól akcji. Odczucia z rozgrywki we trójkę i we czwórkę są bardzo podobne. Przy dwóch osobach jest odrobinę luźniej, przez co trochę łatwiej, ale nadal chętnie zagram w takim wariancie. Czteroosobowa partia ogranych osób zajmie około godziny, każdy gracz mniej przy stole to zysk około 15 minut. Dobrym pomysłem jest możliwość mieszania wariantów, przez danie mniej ogranym osobom podstawowych planszetek, z silniejszymi bonusami, a tym znającym już grę tych zaawansowanych.

Sama rozgrywka jest bardzo przyjemna. W swoim ruchu zagrywamy jednego robotnika, więc ruchy idą dosyć szybko, mało jest momentów, w których ktoś długo obmyśla swój ruch. Akcje, które wykonujemy, są bardzo proste, co pozwala bezboleśnie wytłumaczyć grę nawet mniej zaawansowanym graczom. Uważam, że w wariancie podstawowym świetnie sprawdzi się jako tzw. gra drugiego kroku, dla osób, które dopiero wkręcają się w planszówki po poznaniu Catanu, Wsiąść do Pociągu czy Epoki Kamienia. W zaawansowanym wariancie, po dołożeniu wszystkich modułów, będzie też bardzo przyjemną, lżejszą pozycją dla geeków. Bardzo lubię jej wyścigowy charakter, bardzo ciekawy warunek zwycięstwa i używanie kości jako zasobów. Absolutnie nie przeszkadza mi losowość tych ostatnich i fakt, że nie zawsze mam możliwość skorygowania tego losu. Za każdym razem bawię się przy Gangesie fantastycznie, rozgrywka jest dla mnie odprężająca, choć nie do końca potrafię wskazać dlaczego. Ot, magia świętej rzeki i świetnej gry.

 


Ganges zajął wysokie miejsce w moim zestawieniu Top 10 gier wydanych w 2017 roku. Po więcej szczegółów zapraszam tutaj.

Za przekazanie gry do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Egmont.

  • pelnaparaZnadPlanszy

    Tak coś podejrzewałem, że będzie to taka właśnie przyjemna eurogierka w klasycznym stylu. Musimy kiedyś spróbować, bo zawsze najbardziej lubiliśmy eurogry z średniej półki, jeśli idzie o ciężkość (Marco Polo, Świat bez końca, Troyes itp.).

    • Maciej „mat_eyo” Matejko

      Dla mnie to zdecydowanie wagę niżej niż Troyes. Myślę, że wariant ze wszystkimi modułami to ciężar mniej więcej Marco Polo, z tym że Ganges jest dla odmiany dobrą grą 😀

      • pelnaparaZnadPlanszy

        hehe taa Marco Polo, jak mało który tytuł dzieli – najpewniej na tych, którzy recenzując trafili potencjalnie na przegięte kombo i na tym, których to ominęło xD