Top 10 niedocenianych gier

Dobry mamy czas na bycie fanem planszówek. Na rynku pojawia się mnóstwo nowości, a mediów planszówkowych jest tyle, że dla większości głośnych gier dostępnych jest zaraz po premierze sporo recenzji. Bez znaczenia czy ktoś lubi o planszówkach czytać, słuchać, czy oglądać. Druga strona medalu jest jednak taka, że w natłoku premier można łatwo przeoczyć nowe perełki, nie mówiąc już o starszych, mniej znanych tytułach. Tutaj z pomocą przychodzę ja i moja topka dziesięciu najbardziej niedocenianych gier planszowych.

Wspominałem to już niejednokrotnie, lecz napiszę raz jeszcze. Uwielbiam topki. Jako odbiorca, bo zawsze przyjemnie poznać czyjś ranking, zwłaszcza opatrzony komentarzami, ale też jako twórca, bo wszelkiego rodzaju zestawienia tworzy się zdecydowanie szybciej i przyjemniej niż recenzje. Dlatego w tym razem, przed topką podsumowującą ubiegły rok, postanowiłem stworzyć inny ranking.

 

Pomysłów było kilka, jednak wybór padł na najbardziej niedoceniane gry.  Pod tym enigmatycznym tytułem kryją się gry, które moim zdaniem są zbyt mało popularne. Jako wyznacznik przyjąłem tu ranking BGG, który jest wszakże niczym innym, jak właśnie konkursem popularności. Jeśli miałem poczucie, że dana gra zajmuje zbyt niską pozycję i ogólnie w środowisku za mało się o niej mówi, to miała szansę znaleźć się w tym zestawieniu. Są to dosyć miękkie kryteria, więc w celu usystematyzowania tej listy, przyjąłem dwa twarde założenia. Po pierwsze wykluczyłem wszystkie gry z pierwszej pięćsetki BGG, choć nie brakuje tam tytułów, które moim zdaniem powinny być na wyższym miejscu. Po drugie, nie wrzucałem do topki gier wydanych w 2019 roku, bo uważam, że trzeba dać im jeszcze trochę czasu, żeby zapoznało się z nimi większe grono graczy.

 

Oczywiście nie zapomniałem o honorowych wzmiankach! Tym razem ograniczyłem się do jednej pozycji, ale za to od razu zrobiłem przewał i złamałem jedno ze swoich dwóch założeń 😉 Jednak pisząc o grach niedocenianych, nie mogę nie wspomnieć o Trismegistusie. Wyśmienite, ciężkie euro o przerabianiu zasobów i realizowaniu kontraktów. Wszystko podlane bardzo ciekawym draftem kości. Gra jest ciasna, nie można sobie pozwolić na nieprzemyślane ruchy, ale system reakcji pozwala na złapanie odrobiny oddechu. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych gier wydanych w 2019 roku, więc tym bardziej boli mnie fakt, że posiadając prawie tysiąc ocen na BGG, zajmuje dopiero 1290 miejsce w rankingu.

 

Miejsce 10.

Blitz Bowl

W największym skrócie Blitz Bowl to destylat frajdy z Blood Bowla. Mamy tu najważniejsze składowe popularności starszego brata, czyli pseudosportową rozgrywkę z masą przemocy, fantastyczne figurki od Games Workshop i masę frajdy przy turlaniu kostkami. Na dokładkę dostajemy cele do wypełnienia, będące alternatywnym źródłem punktów i aż siedem drużyn w pudełku (choć figurki tylko dla dwóch z nich, ale reszta jest w pełni grywalna na zamiennikach), a partia trwa maksymalnie trzy kwadranse, zamiast trzech godzin. Dlaczego więc grę oceniło tylko niecałe czterysta osób, plasując ją na 2327 miejscu w rakningu? Blitz Bowl padł ofiarą niedostępności. Wyłączność na jego dystrybucję posiada Barnes & Noble (taki amerykański Empik), co mocno ogranicza możliwość zakupu gry. Gdyby nie przyjaciel, który przywiózł mi egzemplarz ze Stanów jako prezent urodzinowy, sam pewnie nigdy bym jej nie poznał.

 

 

Miejsce 9.

Herosi i InBetween

Jedno miejsce na liście już za nami, więc najwyższy czas na kolejny przewał 😉 Tym razem będą to dwie gry na jednej pozycji, ale obie mają ze sobą tyle cech wspólnych, że czuję się usprawiedliwiony. Są to tytuły dwuosobowe (niech nikt Wam nie wmówi, że w Herosów można grać w większym składzie), szybkie i zaprojektowane przez Adama Kwapińskiego.
Herosi to karcianka konfrontacyjna, w której mamy elementy budowy talii (kupowane w trakcie gry zaklęcia) i taktycznej walki  à la komputerowe jRPG (potwory wystawione na planszetce-siatce). Najważniejszym aspektem gry są jednak kości i… zręczność! Manę potrzebną do rzucania zaklęć i ataków pozyskujemy z kostek, a tymi rzucamy w czasie rzeczywistym, razem z przeciwnikiem. Gracz, którego satysfakcjonuje wyrzucony układ (nie musimy rzucać wszystkimi kostkami, możemy odkładać na bok interesujące nas wyniki) krzyczy stop i rozgrywa swoją turę. Brzmi dziwacznie i sam podchodziłem jak pies do jeża, jednak zakochałem się w tym miksie taktycznej karcianki z szalonym rzucaniem kostek i zmuszaniem mózgu do błyskawicznej analizy wyników.

InBetween to gra „poważniejsza”. Nie ma tu miejsca na elementy zręcznościowe, za to musimy ciągle analizować ruchy nasze i przeciwnika. W grze znajdziemy dwie całkowicie asymetryczne frakcje, całość mocno inspirowana jest serialem Stranger Things. Istota chce wciągać mieszkańców do swojego wymiaru, a Miasto zapewniać im bezpieczeństwo. Rozgrywka to swoiste przeciąganie liny, którą są dusze poszczególnych mieszkańców małego, amerykańskiego miasteczka. Gra jest wymagająca i niektórych może odrzucić konieczność ciągłej analizy kilkunastu leżących na stole kart ze zdolnościami, ale zdecydowanie warto spróbować. Jest to jedna z moich ulubionych gier dwuosobowych.

Hersosi, nie zebrawszy nawet czterystu ocen, zasiadają na 5453 miejscu rankingu BGG. InBetween jest dużo wyżej, bo na 2247 miescu (prawie 900 ocen), ale to też zdecydowanie zbyt nisko. Obie gry zasługują na więcej miłości od graczy.

 

Miejsce 8.

Miasto Szpiegów: Estoril 1942

Miasto Szpiegów: Estoril 1942 bardzo ciekawy miks gry logicznej, kontroli terytoriów i blefu. Na losowo układaną planszę wysyłamy naszych szpiegów, którzy dysponują wpływem i różnymi umiejętnościami. Można więc wzywać posiłki, uwodzić wrogich agentów albo pozbywać się ich w sposób bardziej, hm, permanentny. Każdy obszar składa się z kilku pól, na których układamy szpiegów. Obszary i pola w nich mają konkretną kolejność rozpatrywania, więc pod uwagę trzeba wziąć całą kaskadę zależności – ok, najpierw mój zabójca pozwoli mi wygrać na polu nr 3, a później rozpatrując pole nr 5, ściągnę go przy użyciu uwodzicielki. Nagrodami za kontrolę obszaru są nowi, potężni szpiedzy. Dodam tylko, że niektórych szpiegów, zarówno wykładanych przez nas, jak i będących nagrodami, na planszy układamy zakrytych, co wprowadza kolejne zmienne do już i tak sporego równania. Wisienką na torcie jest ogromna regrywalność. Dlaczego więc, mimo 1200 ocen na BGG, Estoril zajmuje dopiero 1530 miejsce w rankingu?

 

Miejsce 7.

Valeria: Wioski

Valeria: Wioski to najlepsza część całej valeriańskiej rodziny. Gra wybija się na tle swojego co najwyżej średniego rodzeństwa. Jest to bardzo sprytna karcianka z mechaniką budowy stołu (tableau building) z fajnym systemem akcji. W swoim ruchu wybieram jedną z dostępnych akcji i wykonujemy ją w pełnej sile. Każdy z przeciwników ma możliwość podążenia naszym śladem i wykonania akcji w jej słabszej wersji. Poza czystą optymalizacją naszych ruchów dochodzi więc obserwacja poczynań przeciwników, próba odpalania akcji, z których nie skorzystają i podpinania się pod te, które sami wykonują. W grze znajdziemy też ciekawą ekonomię. Zasoby „kupujemy” z kart, układając na nich złoto. Możemy więc kupić tylko tyle zasobów, ile fizycznie złota posiadamy. Złoto ułożone na naszych kartach do nas wraca, jeśli zapłacimy przeciwnikowi, to staje się jego własnością. Dajemy mu nie tylko siłę nabywczą, ale też punkty, którymi jest złoto. Nie ukrywam, że gra działa najlepiej po dodaniu kickstarterowych rozszerzeń (poza wydarzeniami, te możecie śmiało wyrzucić), jednak jest to jedna z moich ulubionych gier z budowaniem stołu, zwłaszcza spośród lżejszych gier z tą mechaniką. Grę oceniło prawie 2,5 tys. graczy, jednak chyba nie podzielają oni mojej opinii, bo Villages of Valeria siedzi smutno na 987 miejscu rankingu BGG.

Więcej o grze znajdziecie w mojej recenzji.

 

Miejsce 6.

Dolina Nilu

Kolejna dość lekka gra w tym zestawieniu. Dolina Nilu (Fertility) to gra kafelkowa z kilkoma ciekawymi rozwiązaniami. „Dominowate” kafelki dokładamy na wspólną planszę, chcemy to robić tak, żeby zebrać jak najwięcej zasobów, ale też nie wystawić przeciwnikom dobrych ruchów. Zasoby przetwarzamy na punkty, ale w każdej rozgrywce sami wybieramy, za co będziemy punktować, kupując specjalne kafelki z możliwością wydawania zasobów. Jeśli jakieś surowce zostaną nam na koniec rundy, to przepadają, wiec wykładając kafelek na planszę, musimy mieć pomysł, co zrobimy z pozyskanymi zasobami. Szybka, dynamiczna rozgrywka o prostych zasadach niestety nie przypadła do gustu ogółowi. Blisko siedemset ocen na BGG nie pozwoliło nawet na wbicie się do drugiego tysiąca rankingu, plasując Fertility na  2084 miejscu.

Więcej o Fertility przeczytacie w mojej recenzji oraz recenzji Gradania, w której wziąłem gościnny udział.

 

Miejsce 5.

Dice Settlers

Dice Settlers to gra wyjątkowa. Jest to pierwszy przedstawiciel bardzo lubianych przeze mnie eurogier z kostkami. Co więcej, mimo bycia grą euro, jest również pełnoprawnym 4X. Będziemy więc eksplorować, zdobywać surowce, rozwijać nasze terytorium, odkrywać nowe technologie i od czasu do czasu walczyć z przeciwnikiem. Wszystko to dzięki kostkom, których pewną liczbę dociągam z woreczka co rundę. Do wykonania mamy dwie akcje, lecz muszą one być różne. Na szczęście siła akcji zależna jest od liczby symboli, które wydamy, więc bardzo rzadko jakieś kości nam się zmarnują. Mamy oczywiście dostępny też cały arsenał narzędzi do wpływania na wyniki rzutów, więc losowość nie będzie zbytnio dokuczała. Na osobną wzmiankę zasługuje mechanika zamykania obszarów, tak pasująca do mojej duszy pokojowego eurosucharzysty. Przy odpowiednio dużej przewadze na danym kafelku, możemy postawić na nim dom, co sprawi, że do końca gry utrzymamy tam kontrolę, bez względu na wpływy przeciwnika. Sprytnych mechanizmów jest więcej i gra się wyśmienicie w każdej liczbie graczy. Tym bardziej przygnębia fakt, że przy 1,5 tys. ocen, Dice Settlers zajmuje dopiero 1376 miejsce w rankingu BGG.

 

Miejsce 4.

Ground Floor

Tutaj nareszcie wracamy na znajomy grunt i witamy pierwsze, ciężkie euro tego zestawienia. Ground Floor to gra ekonomiczna, w której gracze prowadzą firmy produkujące… coś. Produkt jest nieważny, liczy się to, że wszyscy oferujemy ten sam towar i ze sobą konkurujemy. Mimo tej abstrakcji gra jest (jak na euro) bardzo klimatyczna. Musimy dbać nie tylko o surowiec i pieniądze, ale też drugą walutę, czyli informacje. Troszczymy się o reklamę i renomę naszej marki, bo klienci zwracają uwagę głównie na cenę, lecz z dwóch produktów w tym samym segmencie cenowym są gotowi wybrać odrobinę droższy, jeśli oferuje go popularniejsza firma. Liczba zainteresowanych klientów i dostępnych bezrobotnych zależna jest od obecnej sytuacji rynkowej. Zatrudnionych pracowników musimy najpierw przeszkolić, bo wcześniej do niczego się nie przydadzą, ale będą pobierać pensję. Na dokładkę kapitalnie wyglądająca rozbudowa naszej siedziby, gdzie dosłownie widać wzrost firmy. Wszystko to jednak za mało, bo przy 1,6 tys. ocen Ground Floor jest dopiero na 1222 miejscu rankingu BGG.

 

Miejsce 3.

Klub Utracjuszy

Lecimy dalej z ciężkimi eurasami. Pierwsze miejsce na podium przypada jednemu z moich ulubionych autorów, czyli Vladimirowi Suchemu. Klub Utracjuszy (Prodigals Club) jest młodszym i zdecydowanie cięższym bratem Ostatniej Woli. Ze swoją poprzedniczką dzieli zabawny temat, ponieważ w grze znowu musimy roztrwonić majątek. W Klubie Utracjuszy na dokładkę będziemy chcieli zrazić do siebie znajomych i stracić jak najwięcej politycznego poparcia. Fantastycznie rozwiązana jest punktacja, bo naszym wynikiem końcowym jest najwyższy (czyli najgorszy, bo w grze chcemy tracić) ze wspomnianych wyżej współczynników. Rozgrywka jest ciasna, zawsze brakuje nam jeszcze jednej akcji albo ktoś podbierze upatrzone pole, bo mechanicznie jest to głównie worker placement. Gra pali zwoje mózgowe, ale w ten pozytywny sposób. Jeśli ktoś nie jest przekonany, bo Ostatnia Wola była dla niego zbyt lekka, to niech wie, że Ostatnia Wola może być użyta jako… czwarty moduł w Klubie Utracjuszy! Niestety 1.8 tys. osób tego nie docenia, bo mimo tylu ocen Klub Utracjuszy ledwie łapie się do pierwszego tysiąca rankingu BGG, plasując się na 905 miejscu.

 

Miejsce 2.

Tezeusz: Mroczna Orbita

Tezeusz to kolejna gra dwuosobowa w tym zestawieniu. Czyżby ogół graczy preferował zabawę w większym gronie? Nie wiem, ale na pewno preferuje on starszą siostrę Tezeusza, czyli Neuroshimę Hex. Moim zdaniem Tezeusz padł ofiarą popularności NHexa. Wydaje mi się, że nie ma na rynku miejsca na drugą tak podobną grę tego samego autora. Dynamiczna, pełna napięcia gra dla dwóch osób, charakteryzująca się taktyczną rozgrywką z koniecznością pewnego strategicznego planowania i ogromną asymetrią frakcji. Przy czym Tezeusz jest grą lepszą pod każdym względem. Od tak błahych, jak wygląd i wykonanie, poprzez mniejszą losowość, większą kontrolę i ogromną satysfakcję z udanych zagrań. Nie ma niczego przyjemniejszego od postawienia przeciwnika w takiej sytuacji, że każdy jego ruch kończy się na naszej pułapce i wygrywa nam grę. Jestem przekonany, że gdyby Tezeusz wyszedł przed NHexem, to w niego zagrywałyby się tysiące graczy, a to dodatki do Neuroshimy można by kupić w cenie paczki chipsów. Niestety 1,6 tys. ocen na BGG uplasowało Tezeusza na odległym, 1242 miejscu.

 

Miejsce 1.

Pax Renaissance

Tutaj byłem bardzo blisko złamania drugiego ze swoich założeń i wrzucenia gry z pierwszej pięćsetki BGG. Na szczęście (?) Pax Renaissance, z 1,6 tys. głosów znajduje się na 560 miejscu rankingu. Jest to zdecydowanie najwyższe miejsce ze wszystkich gier tego zestawienia, jednak Pax Ren spokojnie zasługuje na pierwszą setkę, jeśli nie dziesiątkę. Dlaczego? Jest to gra absolutnie wyjątkowa. Jeśli znacie nazwisko Eklund, to już wiecie, czym to pachnie. Rozbudowany „symulator”, tym razem wpływów renesansowych rodzin kupieckich na geopolityczną sytuację renesansowej Europy. Jeśli to zdanie nie wywołuje u was dreszczyku podniecenia, to pomyślcie o możliwości sadzania królów na tronach, obalania ich i wprowadzania republik, wywoływania wojen terytorialnych, religijnych czy powstań chłopskich. Wszystko to w białych rękawiczkach, za pomocą pieniędzy. W grze spotkamy aryciekawy, znany z Imperiala mechanizm, w którym gracze nie są przypisani do konkretnych frakcji (w tym przypadku dziesięciu państw), a kontrola nad nimi przechodzi w trakcie rozgrywki z rąk do rąk. Sama gra opiera się na dość prostych akcjach, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Z reguły świetnie radzę sobie z przyswajaniem zasad, Pax Ren jest jedyną grą, która pokonała mnie instrukcją. Po dwukrotnej lekturze sprzedałem bez zagrania i tylko po to, żeby przyciągany świetnym tematem zakupić ponownie. Po kolejnych dwóch czytaniach udało się mniej więcej ogarnąć zasady i zagrać. Po zrozumieniu warunków zwycięstwa i tego, jak do nich dążyć, po przyswojeniu wszystkich efektów kart i ich wpływu na sytuację na planszy zostaje czysta, przeogromna frajda z hasania po tej gęstej pajęczynie wzajemnych zależności. Pax Renaissance ma ogromny próg wejścia, jednak zdecydowanie warto zmusić się do przebrnięcia przez instrukcję i pierwszą partię, bo jest to gra wybitna. Jedna z moich dziesięciu ulubionych planszówek i jednocześnie ta, którą uważam za najbardziej niedocenioną.

0 Udostępnień