Kącik Gier Nietypowych #2 – Kroniki Zbrodni 1400/1900

Minął już ponad rok od publikacji pierwszego wpisu w kategorii, która miała szybko zamienić się w cykl artykułów. Niestety przez ten czas nie udało mi się napisać kolejnej części. Jednak wszyscy wiemy, że lepiej późno niż wcale, więc dziś Kącik Gier Nietypowych doczekał się drugiej odsłony! W ramach „zadośćuczynienia” opiszę dwie gry za jednym zamachem.

Kącik Gier Nietypowych rozpocząłem od opisu Hostage Negotiatora i kolejnym grom będzie ciężko go pobić pod względem nietypowości. Kroniki Zbrodni są blisko, jednak nie w pełni z tych powodów, z których bym sobie życzył. Najbardziej nietypowym elementem Kronik Zbrodni jest fakt, że do rozgrywki niezbędne jest urządzenie mobilne ze specjalną aplikacją. Tak, bez tego nie będziecie mogli zagrać. Nie chcę, żeby ten wpis zamienił się w dywagacje nad sensem aplikacji w planszówkach, więc zerwijmy ten plaster od razu. Najpierw jednak potrzebny jest krótki opis mechaniki.

Kroniki Zbrodni to gra detektywistyczna, oparta na scenariuszach. Każdy stawia przed nami sprawę do rozwikłania, często też dorzucając poboczne wątki i mniejsze tajemnice. Mechanika gry opiera się o dwie aktywności – rozmowy z ludźmi i szukanie śladów. Wszystkie akcje w grze wykonujemy urządzeniem mobilnym. Jeśli chcemy przejść z jednej lokacji do drugiej, to w aplikacji skanujemy kod QR. Od razu dostajemy krótki opis i listę osób, które znajdują się w tym miejscu. Musimy wtedy położyć konkretne karty postaci obok tej lokacji i możemy z nimi porozmawiać. Znów odbywa się to poprzez skanowanie kodu QR. Jeśli podczas rozmowy chcemy zapytać o inną osobę albo przedmiot, to musimy… zgadliście, zeskanować kod QR. Brzmi to obrzydliwie sucho, ale na szczęście opisy w aplikacji są ciekawe, a sam proces skanowania technicznie łatwy i nieupierdliwy.

Wspomniałem o przedmiotach, więc teraz dowiedzmy się, jak je pozyskiwać. Czasem otrzymamy jakieś dowody czy poszlaki w trakcie rozmowy, ale najczęściej znajdziemy je na miejscach zbrodni. Kiedy szukamy śladów, to telefon przez kilkanaście sekund będzie wyświetlał nam obraz z perspektywy pierwszej osoby. Obraz jest panoramiczny, pozwalający na obserwację w 360 stopniach. Możliwe jest podłączenie do telefonu specjalnych, dokupowanych oddzielnie okularów albo nawet rzucenie obrazu na telewizor, korzystając z WiFi. Po upływie kilkunastu sekund i rozejrzeniu się po danym miejscu, z talii generycznych przedmiotów możemy wybrać te, które wpadły nam w oko i zeskanować je. Jeśli znajdziemy coś interesującego, to aplikacja da nam o tym znać. Ciekawe rozwiązanie, bo karta p.t. „Dokumenty” raz może być testamentem, innym razem listem, a jeszcze kiedy indziej stroną wyrwaną z księgi.  Jeśli macie zadatki na dobrych detektywów, to w Waszych głowach na pewno powstało już pytanie, co powstrzyma gracza przed zeskanowaniem wszystkich dostępnych kart i znalezieniem 100% wskazówek? Odpowiedź brzmi „czas” i nie mam tu na myśli faktu, że taka operacja mogłaby chwilę zająć. Każda akcja, którą podejmujemy w grze, kosztuje nas czas, którego upływ aplikacja skrzętnie zlicza. Podróż, rozmowa i poszukiwanie śladów sprawiają, że uciekają nam kolejne minuty. Czas, który zajmie nam rozwiązanie sprawy, nie tylko wpływa na nasz wynik, ale czasem może być odgórnie narzuconym ograniczeniem. Kiedy już postanowimy zakończyć sprawę, będziemy musieli odpowiedzieć na kilka związanych z nią pytań. Na podstawie odpowiedzi aplikacja wyliczy nasz wynik, jednocześnie pozwoli przeczytać krótkie podsumowanie całej sprawy wraz z pełnym jej rozwiązaniem.

 

Po tym przydługim wstępie przejdźmy w końcu do meritum. Większość rozgrywki dzieje się w aplikacji, więc czy gra mogłaby być w całości grą mobilną? Owszem, choć przy rozbudowanych sprawach dobrze mieć wszystko rozłożone na stole i możliwe do ogarnięcia jednym rzutem oka. Na ekranie smartphone’a byłoby to nieczytelne, tablet pewnie sprawdziłby się lepiej. Czy Kroniki Zbrodni mogłyby być „czystą” planszówką? Teoretycznie tak, pewnie wszystko można by zaszyć w księdze skryptów, choć ciężko mi sobie wyobrazić takie rozwiązanie szukania śladów. Jednak gra przeniesiona w całości na papier i karton stałaby się monstrualną i upierdliwą w obsłudze abominacją. Czy więc można nazwać Kroniki Zbrodni grą planszową? Ciężko to jednoznacznie określić, ale ja traktowałem ją jak planszówkę i nie martwiło mnie, że potrzebna do gry jest aplikacja. Pamiętajmy, że nie każdy musi grać we wszystko, planszówkowi puryści mają Sherlocka Holmes’a. Aplikacje będą pojawiać się w grach coraz częściej, zwłaszcza w grach z nowatorskich gatunków, i chyba powoli pora się do tego przyzwyczaić.

 

Rodzina gier detektywistycznych jest w planszówkach relatywnie nowa, choć trzeba przyznać, że szturmem wdarła się do serc graczy. Sztandarowym przykładem jest tutaj oczywiście Detektyw od Portalu, którego ja osobiście nie cierpię, ale nie mogę mu odmówić sukcesu i popularności. Kroniki Zbrodni są nieco innym produktem – sprawy są krótsze, łatwiejsze do rozwiązania i nie wymagają od nas ślęczenia nad stołem (telefonem?) godzinami. Muszę przyznać, że pierwsza część serii, nazwana po prostu Kroniki Zbrodni, nie porwała mnie do końca. Nie rozegrałem wszystkich spraw, ale byłem wtedy świeżo po koszmarnym przeżyciu z Detektywem, co mogło wpłynąć na niechęć do całego gatunku. Mimo oceny „szanuję, ale grać specjalnie nie chcę”, postanowiłem sprawdzić kolejne części. Głównie za sprawą okresu historycznego i tematyki części 1400. Imię Róży to jedna z moich ukochanych książek z czasów szkolnych, a średniowiecze jest chyba ulubioną epoką historyczną. Nic więc dziwnego, że na myśl o rozwiązywaniu zagadek kryminalnych z klasztornymi intrygami i heretyckimi praktykami w tle, oczy zaświeciły mi się z radości.

 

Ogólną mechanikę serii zdążyłem opisać już wcześniej, a zanim przejdę do elementów różnicujących poszczególne części, chciałbym poświęcić kilka słów wykonaniu. Pudełko jest w rozsądnym rozmiarze, choć patrząc pod kątem elementów, spokojnie mogłoby być mniejsze. Ratuje je jednak genialna wypraska, która nie dość, że ma miejsce na wszystkie elementy (nie koszulkowałem kart, bo nie tasuje się ich, a koszulki przeszkadzają w skanowaniu kodów), to jeszcze wyposażona jest w pokrywkę, dzięki której nic w pudełku się nie rozsypie. Elementów nie ma za dużo, a karty śladów i przedmiotów mają na sobie wyłącznie tekst albo schematyczny rysunek. Na dodatek plansza główna jest absolutnie nieporywająca, choć ona akurat ma służyć tylko do porządkowania śladów, więc może i lepiej, że niczym nas nie rozprasza. Całość wykonania ratują natomiast ilustracje, które są absolutnie genialne. Karty lokacji to po prostu ładne pejzaże, w sumie nic specjalnego. Za to postacie to najwyższy poziom. Nie chodzi tylko o to, że są bardzo dobrze i przyjemnie dla oka narysowane. Najważniejszy jest tu nieoczywisty charakter tych portretów. Każda z tych postaci pasuje do wielu ról. Spójrzcie na łysego jegomościa na zdjęciu poniżej. Bezlitosny bandyta, doświadczony strażnik miejski, a może pozornie opryskliwy, ale w głębi duszy poczciwy kowal? Odpowiedź na każde z tych pytań brzmi „tak”, bo portret wydaje się nie mieć jednego charakteru, ale w jakiś magiczny sposób ma cechy wszystkich tych osób. Majstersztyk.

Skoro do gry potrzebna jest aplikacja, to warto przy wykonaniu wspomnieć też o niej. Ani razu mi się nie zawiesiła, nie miałem też żadnych problemów z obsługą. Nie znalazłem błędów w tłumaczeniu ani większych nieścisłości w żadnej z dziesięciu spraw, które rozegrałem. Raz zdarzyło się, że postać wspomniała o sprawdzaniu czegoś w swoich księgach, gdy rozmawiałem z nią nie w jej pracowni, a w miejskim areszcie. Jest to drobnostka, która nie wpłynęła na odbiór gry.

 

Czas najwyższy powiedzieć Wam, jak mi się w Kroniki Zbrodni grało. W największym skrócie bardzo dobrze. Chcąc nieco rozwinąć wypowiedź, musimy znów wgryźć się w detale. Opisany wcześniej szkielet rozgrywki jest w obu częściach Serii Milenium identyczny. Nie jest na szczęście tak, że różnią się one od siebie tylko okresem historycznym i sprawami, każda z nich wprowadza jakąś nowość.

W 1400 mamy do dyspozycji członków naszej rodziny, którzy są odpowiednikiem komisariatu z pierwowzoru – możemy dowiedzieć się nieco o konkretnych osobach czy przedmiotach. Zawsze też towarzyszy nam wierny pies, który może wytropić przedmiot lub osobę, jeśli damy mu do powąchania coś z nimi związanego. Przydatne i co najważniejsze klimatyczne rozwiązania. Prawdziwą nowością są jednak karty snów. Przed rozpoczęciem sprawy aplikacja informuje nas, które karty snów powinniśmy dobrać z talii. Są to pewne scenki z udziałem osób, które później spotkamy w trakcie rozwiązywania sprawy. Interpretacja snów należy wyłącznie do nas, może pomóc nam połączyć pewne wątki, nakierować na trop albo z niego zbić. Z miejsca zakochałem się w tej mechanice, która idealnie pasowała mi do tematu gry i dawała sporo frajdy. Jednocześnie czuć tutaj odrobinę niewykorzystany potencjał, bo sny są najczęściej dosyć jednoznaczne. Chciałbym, żeby były trochę bardziej zakręcone, może nie tak, jak karty z Dixita, ale żeby zostawiały szersze pole do interpretacji.

W 1900 wcielamy się w dziennikarza, więc naszym centrum dowodzenia jest redakcja. Tam znajdziemy tylko naczelnego, który zleca nam zbadanie kolejnych spraw do artykułów, oraz odpowiedzialną za dział krzyżówek koleżankę. Ona służy nam pomocą przy nowości mechanicznej w tej części, czyli zagadkach. Od czasu do czasu trafimy tutaj na escaperoomowe łamigłówki, których rozwiązanie będzie niezbędne do zbadania konkretnego wątku. Koleżanka w redakcji może nas poinformować, czy mamy już wszystkie elementy potrzebne do rozwiązania zagadki, dać podpowiedź lub podać pełne rozwiązanie. Oczywiście jej pomoc odbije się negatywnie na wyniku punktowym. Patrząc na to z czysto mechanicznego punktu widzenia, to zagadki są większą nowinką niż sny. Pozwalają inaczej konstruować sprawy, zmuszają nas również do odrobinę większego wysiłku umysłowego. Jednak mi przypadły do gustu zdecydowanie mniej niż sny. Po pierwsze, są bardzo escaperoomowe i przez to trochę nie przystają do gry detektywistycznej. Gdybym chciał zagrać w serię łamigłówek, to wybrałbym którąś część Exitów. Tutaj wolałbym się skupić na samym rozwiązywaniu sprawy. Druga rzecz, to nasza „pomocna” koleżanka. Biegam po całym mieście, gadam ze wszystkimi i staję na głowie, żeby jak najszybciej rozwikłać sprawę i napisać artykuł. Za to ona siedzi na tyłku za biurkiem i mówi mi, że nie znalazłem jeszcze wszystkich elementów zagadki.

KOBIETO, SKORO WIESZ, O CO TU CHODZI, TO PODAJ MI ROZWIĄZANIE, A NIE ZGRYWASZ NIEDOSTĘPNĄ. TAM GINĄ LUDZIE!

Jest to pierdoła, która zirytowała mnie zdecydowanie bardziej, niż powinna, jednak mocno wybijało mnie to z immersji, której grając w Kroniki Zbrodni mamy pod dostatkiem. Muszę uczciwie przyznać, że ta drobnostka to jedyny minus, jaki widzę w tej grze. Niektórzy do wad zaliczą też poziom trudności i czas rozgrywki, choć dla mnie to raczej cechy. Żadna sprawa nie zajęła mi dłużej niż godzinę, z reguły było to około 30-45 minut. Same sprawy nie są też przesadnie trudne, nawet te, których poziom oznaczony jest w aplikacji jako wysoki. Dla weteranów Detektywa będzie to pewnie spacer po parku, ja też większość spraw zakończyłem pełnym sukcesem, problem miałem w jednej. Dla mnie jednak to nie jest wada gry, bo tego od niej oczekiwałem. Poziom trudności nie jest banalny, daje pewne wyzwanie, ale nie przygniata ciężarem. Scenariusze są całkiem nieźle napisane, więc przyjemnie się je poznaje, a czas gry i poziom trudności sprawiają, że można spokojnie zrobić to nawet po ciężkim dniu pracy, jako formę relaksu z jednoczesną gimnastyką umysłu. Nie trzeba planować całego dnia i robić sobie kanapek na drogę, jak w Detektywie 😉

 

Nie żałuję czasu spędzonego z Kronikami Zbrodni. Gdybym miał je porównać i ocenić, to wyżej stawiam 1400, głównie przez bardziej pasujący mi klimat i fajną mechanikę snów. 1900 jest odrobinę trudniejsza, ale nie w taki sposób, w jaki bym chciał – sprawy nie są bardziej kompleksowe, musimy po prostu poświęcić trochę czasu na rozwiązywanie zagadek rodem z escape roomów. Mimo wszystko obie części gorąco polecam, zwłaszcza jeśli chcielibyście poznać gry detektywistyczne albo dać im drugą szansę, bo z hukiem odbiliście się od Detektywa, tak jak ja.

 


Za przekazanie Kronik Zbrodni 1900 do recenzji dziękuję wydawnictwu Lucky Duck Games

Kroniki Zbrodni 1400 kupiłem sobie sam, za co również serdecznie sobie dziękuję

 

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *