Top 10 gier wydanych w 2017 roku

Od samego początku istnienia bloga przyświecała mi myśl, żeby napisać jakąś topkę. Nie miałem na myśli konkretnego tematu, ale chciałem przy pierwszej okazji stworzyć takie zestawienie. Sam bowiem bardzo lubię wszelakie tego typu podsumowania, co jest o tyle zabawne, że jednocześnie nie przepadam za liczbowym ocenianiem gier. Niestety z różnych względów, blog musiał poczekać aż półtora roku na swoje pierwsze Top 10.

Początkowo chciałem napisać Top 10 gier 2016 roku, jednak dosyć topornie szło mi ogrywanie nowości, a chciałem być w tym temacie kompetentny. Później przewinęło się kilka pomysłów, jednak postanowiłem zacząć od czegoś bardziej typowego, więc na „Top 10 gier, w które możecie grać stopami” przyjdzie nam wszystkim jeszcze nieco poczekać.

 

Skoro padło na growe podsumowanie ubiegłego roku, to dlaczego tak późno? Po pierwsze, uważam, że publikowanie takiej topki w styczniu czy lutym jest „nieobiektywne”. Gdybym zestawienie to tworzył kilka miesięcy wcześniej, to nie byłoby w nim pewnie połowy obecnych gier. Niektórych nie zdążyłbym jeszcze poznać, inne po kilku dodatkowych partiach ograły się na tyle, że wypadły z listy „naj”. Dlatego postanowiłem dać sobie czas. Dosyć długo czekałem też na możliwość zagrania w Gloomhaven. Uznałem bowiem, że nie mogę zrobić listy najlepszych gier ubiegłego roku, nie grając w #1 w rankingu BGG.

 

Ostatecznie lista powstała, choć zmieniała się jak w kalejdoskopie. Uczciwie przyznam, że wprowadzałem poprawki jeszcze w dniu, w którym publikowałem ten artykuł. Niestety nie dlatego, że miniony rok obfitował w tak wiele znakomitych premier. Zdecydowanie więcej przeżyłem rozczarowań niż zachwytów na miarę choćby Terraformacji Marsa w 2016 roku. Być może dostrzeżecie to, widząc kilka tytułów, które nie do końca przystają do mojego ciężkiego, eurosucharowego gustu.

Ideą tego wpisu jest pobieżne przybliżenie wyróżnionych gier, nie znajdziecie tutaj pełnoprawnych recenzji. Jeśli dany tytuł już wcześniej opisywałem, to wkleję przy nim link do odpowiedniego tekstu. Z dziką przyjemnością podyskutuję w komentarzach o moich wyborach, ewidentnych brakach czy zdecydowanie zbyt wysoko umieszczonych grach. Pamiętajcie jednak, że poniższy tekst to żadna prawda objawiona, a moje subiektywne dziesięć najlepszych gier wydanych w ubiegłym roku.

 

Choć nie, wcale nie dziesięć. Nie ma możliwości, żebym mając wybrać konkretną liczbę gier, mógł się bezproblemowo zdecydować. Dlatego przed przejściem do wspaniałej dziesiątki, chciałbym wyróżnić kilka tytułów. Po pierwsze wspomniane wcześniej Gloomhaven, którego w poniższym zestawieniu nie znajdziecie. Padło ofiarą swojego własnego hype’u i zawiódło moje oczekiwania. Od numeru jeden w rankingu bgg i „mesjasza” dungeon crawlerów spodziewałem się zdecydowanie więcej. Dostałem grę, która owszem jest przyjemna, ma kilka świetnych mechanizmów, ale jednocześnie kilka problemów. Absolutnie nie rozumiem całego szumu, który jej towarzyszy i właśnie fala tego rozczarowania wymyła ją z mojej topki.

Kolejne wyróżnienie to Park Niedźwiedzi. Świetny tytuł rodzinny, w który bez problemów może zagrać też taki geek jak ja. W topce będzie inny przedstawiciel lekkich gier, więc nie chciałem dokładać kolejnego. Z tego miejsca proszę, niech ktoś powie Rosenbergowi, że czteroosobowy Patchwork już istnieje, bo każda jego kolejna próba rani mnie coraz bardziej.

Trzecie i ostatnie wyróżnienie trafia do Godfather: Imperium Corleone. Gra padła ofiarą projektu graficznego i wydania, które nie do końca usprawiedliwiało wysoką cenę. Jednak po przełknięciu tej gorzkiej pigułki dostaliśmy zaskakująco głęboki miks kontroli obszarów z obracaniem surowcami, dodatkowo wyróżniający się świetnym pomysłem na punktowanie. W mojej opinii to najlepsza gra Erica Langa i z trójki wyróżnionych była najbliżej miejsca w topce.

 

Miejsce 10.

Majestat: Królewska Korona

Wspomniana przy okazji Parku Niedźwiedzi gra familijna otwiera zestawienie. Majestat to szybki, prosty tytuł opierający się o zbieranie zestawów kart i delikatną budowę silniczka. Ze względu na ciężar i czas rozgrywki może być grana w charakterze filera, ale podczas partii podejmujemy często trudne decyzje. Zbieranie jednego rodzaju kart daje coraz większy zysk z każdą kolejną, jednak różnorodność jest punktowana na koniec gry. Karty często działają w zależności od liczby innego rodzaju kart, które posiadamy. Dla mniej doświadczonych graczy może być to fantastyczny tytuł „drugiego kroku”, natomiast dla wyjadaczy ciekawy przerywnik.

 

Miejsce 9.

Santa Maria

Pierwszy tytuł z nurtu, który będzie motywem przewodnim mojej topki, czyli kościane euro. Santa Maria na wyróżnienie zasługuje z kilku względów. Po pierwsze wprowadza bardzo ciekawą nowinkę, czyli odpalanie całych wierszy i kolumn. Najpierw zabudowujemy naszą planszetkę kafelkami z nadrukowanymi akcjami, żeby później aktywować je przy użyciu kostek. Cała zabawa tkwi w tym, że w zależności od wartości i koloru kostki uruchamiamy cały rząd bądź kolumnę, wykonując każdą akcję w nich zawartą. Możemy więc mocno „zabudować” jeden wynik, żeby pojedynczą kostką zgarniać spory zysk albo rozbudowywać się bardziej równomiernie, żeby nie być uzależnionym od wartości kostek. Drugą kwestą jest moje uznanie dla Granny, w której profil wydawnicze Santa Maria nie wpisuje się pod żadnym względem, ale wydawnictwo i tak po nią sięgnęło. Cieszy, bo to zdecydowanie najlepszy tytuł, jaki mają w swoim dorobku.

Zainteresowanych zapraszam do mojej recenzji na w 129 numerze Rebel Times (strona 21).

 

Miejsce 8.

Villages of Valeria

 

Co to za topka bez dobrej karcianki? Villages of Valeria (a niedługo Valeria: Wioski od wydawnictwa Games Factory) to bajecznie kolorowa gra karciana o budowie nowej stolicy królestwa. W grze po kolei wybieramy akcje, które po nas wykonać mogą wszyscy gracze, my natomiast otrzymujemy bonus. Trzeba więc obserwować włości przeciwników, bo dobrze jest np. wybrać budowę w momencie, w którym pozostałych na nią nie stać. Kapitalnym pomysłem jest obrót pieniędzmi. W grze jest ograniczona pula złota, które najpierw trzeba pozyskać. Wydajemy je do „kupowania” surowców w trakcie budowy, kładąc sztukę złota na ikonce surowca znajdującego się na zagranej przez kogoś karcie. Kupować można od siebie, ale również od przeciwników, co jest o tyle istotne, że na każdym surowcu może leżeć tylko jedno złoto. Z drugiej strony złoto to punkty zwycięstwa, więc rozwijamy się sami, jednocześnie blokując na moment przeciwnika, ale oddajemy mu punkt. Dodajmy do tego jeszcze karty, które można zagrywać na kilka sposobów, różne źródła punktów i mamy przepis na karciany hit.

Więcej w mojej recenzji w 121 numerze Rebel Times (strona 33).

 

Miejsce 7.

Iron Curtain

Nie przepadam za mikrogrami. Nie lubię również małych tytułów, które próbują skracać i kondensować znane molochy. Duże, trudne i długie gry są takie nie bez przyczyny i upraszczanie ich zawsze uważałem za chybiony pomysł. Jednak nie odmawiam poznania nowej gry, więc do Iron Curtain usiadłem bez uprzedzeń, jedynie z kpiącym uśmieszkiem pod nosem. Po 20 minutach miałem na twarzy już nie uśmiech, a wyraz bezbrzeżnego zdumienia. Zrobili to. Komuś udało się spakować emocje z Zimnej Wojny w osiemnastu kartach i garści drewnianych znaczników. Mamy tutaj wszystko: blef, przeciąganie liny, geometryczny aspekt rozgrywki, punktowania regionów, rozbudowę siatki wpływów, minimalizowanie szkód przy zagrywaniu kart przeciwnika. Dla wszystkich fanów Zimnej Wojny zdecydowanie pozycja obowiązkowa!

Więcej w mojej recenzji w Rebel Times #130 (strona 33).

 

Miejsce 6.

Anachrony

 

Trickerion był kawałem solidnego euro, które niestety miało swoje problemy. Gra urzekała tematem, wykonaniem i niektórymi mechanikami, jednak była zdecydowanie zbyt ciasna i nieprzyjemnie niewybaczająca błędów. Przy swoim kolejnym dziecku autorzy znów postawili na nietuzinkowy temat, ale tym razem mocno wydłużyli kołderkę i zaprosili do zespołu Davida Turczi’ego, który w moim rankingu projektantów ostro pnie się w górę (wyczekujcie Dice Settlers!). Anachrony to bardzo ciekawy, klimatyczny worker placement i jedyna gra, w której możecie dostać potrzebne surowce od samego siebie z przyszłości (tak, wiem, że to po prostu ładnie ubrana pożyczka). Gra nie jest już tak upierdliwie ciasna, jak Trickerion, zostawia miejsce na kombinowanie i szukanie swoje ścieżki punktowej, jednocześnie wymuszając na graczu podejmowanie ciężkich decyzji co krok.

 

Miejsce 5.

Warhammer Underworlds: Shadespire

 

Teraz się zacznie. W zestawieniu zdominowanym przez eurogry, w kleszczach dwóch ciężkich przedstawicieli tego nurtu wygodnie rozsiadł się… bitewniak! No może nie do końca prawdziwy bitewniak, ale figurkowy skirmish, mający w założeniu wydawcy być takim bitewniakowym gateway’em. Wiem, co sobie teraz myślicie i nie, nie zaszkodziło mi ostre, czerwcowe słońce. Shadespire jest bowiem najbardziej „eurowatym” bitewniakiem, jakiego można sobie wyobrazić. Skala starć jest mała, walczą ze sobą bandy składające się z od trzech do siedmiu figurek. W grze wykonujemy raptem dwanaście akcji, po cztery w trakcie każdej z trzech rund. Gramy nie na wyniszczenie przeciwnika, a na punkty, z których znakomitą większość otrzymujemy za spełnianie specjalnych celów. Brzmi ciekawie? Dodajmy, że talię ze wspomnianymi celami składamy sami przed grą, więc tylko od nas zależy, jaki będzie charakter naszej bandy. Kapitalna sprawa, zwłaszcza że wspomniany deckbuilding jest łatwy i przyjazny początkującym graczom. Sama gra ma dosyć proste zasady, a partia trwa 30-45 minut. Oczywiście znajdą się minusy, jak trochę zbyt losowa walka, ale bledną w zestawieniu z radochą, jaką daje sama rozgrywka. Jest to zdecydowanie największe zaskoczenie 2017 roku i moja ulubiona „skaza” na wizerunku eurosucharzysty.

 

Miejsce 4.

Projekt Gaja

Nie jest łatwo wziąć dobrą grę, poprawić wszystkie jej niedociągnięcia nie psując przy okazji pozytywnych elementów i wydać ją ponownie tak, żeby gracze nie mieli poczucia ogrzewania kotleta. Powiem więcej, jest to nie lada sztuka, ale w przypadku Projektu Gaja się to udało. Terra Mystica miała nieciekawe tory religii, które w PG zostały zróżnicowane i powiązane z rozwojem konkretnych aspektów naszych frakcji. Projekt Gaja dużo lepiej skaluje się przy dwóch osobach, jest również wygładzony wszędzie tam, gdzie Terra Mystica była nieelegancka mechacznie. Dlaczego więc PG znajduje się poza podium? Bo jednak wszystko, co w tej grze zachwyca, widziałem już wcześniej przy okazji Terry Mystici.

 

Miejsce 3.

Rajas of Gangres

Ciekawe, czy ktokolwiek spodziewał się tej gry tak wysoko w moim zestawieniu. Ganges (tak brzmi tytuł polskiego wydania od Egmontu) to znakomite, lekkie, kościane euro. Mamy tutaj kilka świetnych pomysłów, począwszy od warunku końca gry. W grze zbieramy punkty zwycięstwa i pieniądze, zaznaczane na dwóch torach wokół planszy. Znaczniki startują z jednego miejsca, ale ruszają w różne strony. Gra kończy, kiedy znaczniki jednego z graczy się spotkają. Nie można więc zbudować silniczka generującego tylko kasę, bo co z tego, żę jeden znacznik pędzi, skoro drugi stoi w miejscu? W ciekawy sposób również wykorzystujemy kości do akcji, ponieważ przy najważniejszych polach potrzebujemy co najmniej jakiegoś wyniku na naszych kostkach, np. zielone 10. Nie musi to być równo ta wartość, więc dwie zielone szóstki również załatwią nam sprawę. Jest kilka pól, na których potrzebna jest jedna kostka o konkretnej wartości, ale użyjemy tutaj pełnej rozpiętości wyników, znajdując zastosowanie tak dla jedynki, jak i szóstki. Dorzućmy do tego narzędzie do manipulacji kostkami, proste zasady i szybką rozgrywkę, a dostaniemy wyśmienite, lekkie euro. Na tyle lekkie, że w wariancie podstawowym może być grą drugiego kroku, lecz przy zastosowaniu wszystkich modułów da dużo radości takiemu geekowi jak ja.

Więcej w mojej recenzji.

 

Miejsce 2.

Clans of Caledonia

 

Clans of Caledonia, czyli gra obalająca mit, że dobre mogą być tylko tytuły wprowadzające innowacyjne mechaniki. Klany Kaledonii (polski tytuł od wydawnictwa Czacha Games) to kombinat znanych już wcześniej pomysłów jak kontrakty z Marco Polo, rozbudowa i rozwój à la Terra Mystica, przychód surowców rodem z Eclipsa i rynek z Nevegadora. Inspiracje są na tyle wyraźne, że sam autor przyznał co i z czego sobie „pożyczył”. Żeby nie było zupełnie odtwórczo, całość została doprawiona pomysłem z płynną wartością punktową dóbr, które nabywamy podczas gry, co akurat jest elementem budzącym największe kontrowersje. W grze poprzez zakup na rynku bądź produkcję pozyskujemy surowce, za pomocą który wypełniamy kontrakty. Dodatkowo musimy rozbudowywać się na planszy i liczyć gotówkę, która jest kluczem do wygranej. W zasadzie każdy element gry już gdzieś wcześniej widzieliśmy, ale zostały połączone one wyśmienicie, tworząc bardzo przyjemną całość. Bo gra nie musi być nowatorska, żebym ją docenił. Gra ma dawać mi dużo radochy podczas rozgrywki, a to Klany Kaledonii robią to wyśmienicie.

Więcej w mojej recenzji w 127 numerze Rebel Times (strona 13) oraz w audiorecenzji Gradania, w której wziąłem gościnnie udział.

 

Miejsce 1.

Pulsar 2849

 

Trzecia w zestawieniu, a druga na podium, eurogra z kostkami. Ta zdecydowanie najcięższa i najbardziej wymagająca. Ta, która już od instrukcji straszy medianą. Ta, która w genialny sposób rozwiązała odwieczny problem gier kościanych, czyli wyższe wyniki są lepsze. Tutaj bowiem im bliżej skrajnej wartości jest wynik na kostce, tym większa nagroda bądź kara za jej użycie. Więc możemy całą grę wybierać sobie szóstki, ale musimy ponieść negatywne konsekwencje. Do czego używamy kostek? Do jednej z kilku dających punkty zwycięstwa akcji: kosmicznej eksploracji, budowy transmiterów, zajmowania i uruchomiania pulsarów czy rozwoju technologicznego. Gra oferuje ogromną swobodę i różnorodność, w każdej partii lekko kierunkując graczy poprzez losowo wybierane kategorie punktujące. Jak w każdej dobrej eurokościance mamy możliwość wpływania na wartość kostki, poza tym dla każdej z nich można w czasie gry znaleźć sensowne zastosowanie. Zupełnie jak w Zamkach Burgndii, w których jeśli nie mamy jak sensownie wykorzystać kostki, to jest to nasza wina, a nie złego rzutu. Zamki przywołałem tutaj nie bez przyczyny, ponieważ są według mnie najlepszą grą wykorzystującą kostki. Do niedawna były zdecydowanie najlepsze, jednak Pulsar sprawił, że w końcu mają godnego konkurenta.

Więcej w mojej recenzji w 124 numerze Rebel Times (strona 23) oraz w audiorecenzji Gradania, w której wziąłem gościnnie udział.

 

  • Adam Sikorski

    Większość gier pokrywa się z moim gustem, muszę spróbować Shadespire 🙂

    • Maciej „mat_eyo” Matejko

      Zdecydowanie warto spróbować. Ciekawa odmiana od „uprawiania marchewki”, ale posiadająca na tyle dużo znajomych euroelementów, żeby nie dostać zawału 😉

  • Ile udało Ci się partii w Gloomhaven pyknąć?

    • Maciej „mat_eyo” Matejko

      Niewiele i również dlatego gra nie znalazła się w topce. Wiem, że ważną jej częścią jest rozwój bohaterów, ale po pobieżnym przejrzeniu opcji dla mojej postaci nie byłem specjalnie podekscytowany. Ostatnio na facebookowej grupie przewinęła się dyskusja, czy recenzenci powinni ogrywać tytuły, które ich nie porwały? Po prostu przy takiej cenie, hype i miejscu w rankingu bgg chciałbym bawić się od razu wyśmienicie.

      • Pytam, bo sam po pierwszych dwóch rozgrywkach chciałem tytuł wywalić przez okno. Dopiero kolejne partie ukazały mi piękno tej pozycji. Warto dać tutaj drugą szansę…

        • Maciej „mat_eyo” Matejko

          Zagrać pewnie jeszcze zagram, choć mając wybór zdecydowanie wolę wyciągnąć na stół Imperium Atakuje.