Top 10 projektantów gier planszowych

Mimo różnych zapewnień, że „wirus jest już w odwrocie”, pandemia trwa w najlepsze i nadal stawia nasze życia na głowie. Nie inaczej jest z planszówkami. W trakcie pandemii gram zdecydowanie mniej, najczęściej dwuosobowo z żoną, od wielkiego dzwonu zdarzają się partie we trójkę. Mocno utrudnia to ogrywanie nowości do recenzji, bo jednak zawsze chciałoby się sprawdzić grę we wszystkich składach osobowych. Ten czas wydaje się więc idealny na publikację jakiejś topki. Zwłaszcza że napatoczył mi się ciekawy temat. 

Wbrew pozorom tematem tym nie jest poradnik prezentowy przed zbliżającymi się Świętami. Przyczynkiem do powstania topki był znakomity wątek na forum gry-planszowe. Co prawda pomysł zestawienia ulubionych autorów, razem z topką gier i ulubionych mechanik, siedział mi gdzieś w głowie, ale od dawna nie mogłem się zebrać do pisania. Kiedy zacząłem odpowiadać w wątku na forum, w połowie posta zorientowałem się, że będzie to długi tekst, który równie dobrze może znaleźć się na blogu.

 

Zanim przejdziemy do konkretów, to kilka słów o metodzie, której użyłem do tworzenia listy. Gizmoo, czyli twórca wątku na forum, nałożył wymóg, że na liście mogą znaleźć się wyłącznie projektanci, których co najmniej trzy gry znamy i lubimy. Pozwala to odsiać „jednostrzałowców” oraz twórców, których jedną grę cenimy bardzo, ale za pozostałymi nie przepadamy. Trzymałem się mocno tego założenia, a sam opierałem się na mieszance statystyki z moich ocen na bgg oraz odczuć względem samych projektantów. Dodatkowo postanowiłem wziąć pod uwagę tylko samodzielne gry, nie uwzględniałem dodatków. Na końcu tekstu znajdziecie garść statystyk i związanych z nimi różnych ciekawostek, natomiast teraz zapraszam na listę moich dziesięciu ulubionych projektantów gier planszowych.

 

Spokojnie, nie mam zamiaru zrywać z tradycją, więc jak zwykle zaczynam od honorowych zmianek. Trafili tutaj projektanci, którzy mogli znaleźć się na liście, bo znam i lubię co najmniej trzy ich gry, jednak z jakiegoś powodu zabrakło dla nich miesjca. Pierwsza wędruje do Davida Turcziego, którego cenię głównie za Dice Settlers i Anachrony. David jest współautorem wielu gier, jednak w większości przypadków odpowiada za wariant solo, więc uznałem, że to trochę za mało, żeby znalazł się na głównej liście. Drugie wyróżnienie to David Brad Talton Jr. Tworzy on dla wydawnictwa Level 99 Games, które kojarzone jest głównie z nietuzinkowymi grami w mangowej stylistyce. Seria BattleCON to rozbudowany symulator bijatyki z automatów video, Waleczne Piksele przenoszą na planszę system walki z jRPG, a Millennium Blades to symulator… człowieka turniejowo grającego w kolekcjonerską karciankę! Nie wiem, czy bardzo lubię jego gry, ale nieustannie mnie one fascynują i uważam, że każdy geek powinien poznać choć jedną z nich.

Wzmianki za nami, a tak prezentuje się lista główna:

 

Miejsce 10.

Corey Konieczka

Szok, niedowierzanie, huk opadających z wrażenia szczęk. Co na liście zatwardziałego eurosucharzysty robi człowiek, który słynie z ameritrashy? Myślę, że można jego obecność potraktować jako nagrodę za wkład w „starwarsyfikację” gier planszowych. Kocham Rebelię, Imperium Atakuje to mój ulubiony dungeon crawler, a przy Zewnętrznych Rubieżach bawiłem się bardzo dobrze i umieściłem je na mojej liście najlepszych gier 2019 roku. Wszystkie te gry umiejscowione są w uniwersum Gwiezdnych Wojen, którego jestem ogromnym fanem. Fakt, że inne gry Konieczki szanuję zdecydowanie mniej, sprawia, że dziesiątego miejsca nie był w stanie przeskoczyć.

 

 

Miejsce 9.

Phil Walker-Harding

Kolejne zaskoczenie, również dla mnie. Phil Walker-Harding na wyróżnienie zasłużył biegłością, jaką osiągnął w tworzeniu gier konkretnego rodzaju, czyli niebanalnych tytułów familijnych. Z jego gier najbardziej lubię Park Niedźwiedzi, jednak doceniam również Chatkę z Piernika, Sushi Go czy Gizmos. Phil jest też najrówniejszym z projektantów na tej liście: żadnej jego gry nie oceniłem niżej niż 7, ale również żadna nie zasłużyła na ocenę wyższą niż 7.5 😉 Bardzo szanuję jego projekty, zawsze chętnie zagram, jednak nie zdarzyło mi się jeszcze prawdziwie zachwycić jego grą. Wystarczyło to jednak do dziewiątego miejsca na liście.

 

Miejsce 8.

Simone Luciani

Aż chciałoby się krzyknąć „kochanie, wróciłem!”. Na ósmym miejscu wkraczamy na znaną drogę cięższych gier euro i raczej już z niej nie zejdziemy. Nie będzie wielkim spoilerem jeśli zdradzę Wam, że Simone nie jest jedynym Włochem w tym zestawieniu. Znalazł się niżej, ponieważ zawsze pracuje z innymi twórcami, więc ciężko tak naprawdę ocenić, jak wielki jest jego wkład. Z drugiej strony, jaki by ten wkład nie był, to maczał palce przy  Lorenzo il Magnifico, Newtonie (topka gier z 2018 roku) oraz Barrage, więc chyba zna się na tych planszówkach 😉

 

Miejsce 7.

Uwe Rosenberg

Gdybym robił to zestawienie kilka lat wcześniej, to Rosenberg byłby w nim zdecydowanie wyżej. Przez długi czas postrzegałem go jako jednego z moich ulubieńców i w ciemno sprawdzałem wszystkie nowości. Jaki Rosenberg jest, każdy wie – świnki, owieczki, marchewka i próba zapamiętania, że jedenaście krów w zagrodzie nadal da tylko jedno młode. Jednak im więcej gier poznałem, tym bardziej do mnie docierało, że nie jestem fanem rosenbergowskiego wydania eurasów. Mimo wszystko Ora et Labora, Nusfjord czy Le Havre nadal uważam za bardzo dobre gry. Jednak Uwe byłby na tej liście zdecydowanie niżej, gdyby nie Uczta dla Odyna. Majstersztyk, ostateczny euro-sandbox, który ma pewne miejsce wśród moich dziesięciu ulubionych gier.

 

Miejsce 6.

Daniele Tascini

Drugi z zapowiadanych Włochów. Dlaczego cenię go wyżej niż Lucianiego? Po pierwsze wiem, że jest głównym autorem gier, z którymi go kojarzę. Po drugie, gry te oceniam odrobinę wyżej, niż jego krajana po fachu. Trismegistus to moja ulubiona gra wydana w 2019 roku, a Teotihuacan był na podium rok wcześniej. Z tegorocznych premier bardzo podoba mi się Tekhenu. Tasciniego cenię szczególnie za to, że w swoich grach często znajduje ciekawe zastosowanie dla kostek, a sprytne użycie kostek w eurasach jest tym, co zdecydowanie uwielbiam.

 

Miejsce 5.

Alexander Pfister

To dopiero piąte miejsce, a już wjeżdżam z ciężkimi działami. Pfister jest jednym z przedstawicieli „nowej fali” projektantów, którzy w ostatnich latach szturmem wdarli się do masowej świadomości graczy. Jego gry to najczęściej znakomite, niesamowicie dopracowane i sprawne mechanicznie eurasy. Rzadko kiedy są nowatorskie, ale Alexander bardzo często używa w swoich grach mechaniki budowy talii lub karcianych silniczków, które bardzo lubię. Dodatkowo wiem, że mogę jego gry kupować w ciemno, bo poważnie zawiódł mnie tylko raz. Jednak szala znakomitych gier jego autorstwa zdecydowanie przeważa, ciężarem takich perełek jak Wyspa Skye, Mombasa, Tybor the Builder czy moja ulubiona, czyli Great Western Trail.

 

Miejsce 4.

Vladimír Suchý

Podobnie jak Pfister, Vladimir Suchy jest przedstawicielem designerskich „młodych wilków”. Długo zastanawiałem się, którego z nich dwóch umieścić wyżej. Dlaczego wybór padł na Czecha? Głównie przez fakt, że w przeciwieństwie do Pfistera, w jego projektach widzę mniejsze czy większe nowinki. W Klubie Utracjuszy wydajemy pieniądze i wpływy, zamiast je zdobywać, a ciekawostką mechaniczną jest konieczność sprawnego balansowania między trzema wskaźnikami. W Podwodnych Miastach potrafił tchnąć trochę świeżości w skostniały już worker placement. Natomiast sposób, z jaką maestrią rozwiązał problem nierównej wartości kości w drafcie w genialnym Pulsarze 2849, zasługuje na miejsce w każdym zestawieniu najlepszych projektantów. Dodatkowo tutaj, podobnie jak u Rosenberga, zadziałała prywata, gdyż Pulsar również znajduje się na ścisłej liście moich ulubionych planszówek.

 

Miejsce 3.

Adam Kwapiński

Muszę przyznać się, że sam nie jestem pewien, co zaskoczyło mnie bardziej – obecność Corey’a Konieczki na tej liście czy Adam Kwapiński na jej podium. Uważam Adama za znakomitego projektanta, jednak robiąc pierwszy draft tej listy, jeszcze bez podparcia w statystyce, miałem zaklepane dwa pierwsze miejsca, a do trzeciego rozważałem Pifstera i Suchego. Adama „celowałem” w okolicach środka stawki. Jednak rzut oka na moje statystyki kazał mi się zastanowić, czy jednak nie zasługuje on na więcej. Uznałem, że zdecydowanie tak, głównie za fakt, że w jego wykonaniu podobają mi się gry z gatunków, za którymi nie przepadam. Strategia z walką i dudes on the map? W życiu, chyba że od Adama (Lords of Hellas, Dark Ages).  Gra na czas? Zdecydowane nie, chyba że mówimy o Herosach. Losowa przygodówka z możliwą eliminacją graczy? Nie ma mowy, chyba że Nemesis. Przy tej grze zatrzymam się na chwilę, bo system szmerów i sposób, w jaki rozwiązana jest kwestia punktów życia Obcych to przykłady projektanckiego geniuszu. Zabawne jest, że Adam nie zrobił żadnej czystej gry euro, które przecież  są moimi ulubionymi. To znaczy zrobił i jest WYŚMIENITA, ale jeszcze niewydana 😉 Panie i Panowie, najlepszy polski projektant i jednen z moich trzech ulubionych, oklaski.

 

Miejsce 2.

Stefan Feld

Jestem pewien, że znakomita większość moich planszówkowych znajomych doskonale wie, kto znajdzie się na tych dwóch miejscach. W grach Felda doceniam głównie sprytne połączenia między poszczególnymi mechanizmami i pewną otwartość jego gier. Większość z nich nie „gnoi” gracza, pozwala bawić się w miarę swobodnie, jedocześnie wymuszając srogą optymalizację w celu ugrania solidnego wyniku. Gdybym tworzył tę listę w ubiegłym roku, to niewykluczone, że Stefan mógłby się znaleźć oczko niżej. Po genialnych Zamkach Burgundii i Trajanie powoli oswajałem się z faktem, że Feld się skończył na K̶i̶l̶l̶ ̶’̶E̶m̶ ̶A̶l̶l̶  Bora Bora. Niestety każda jego nowość raniła mnie coraz bardziej, bo mimo że trafiały się gry solidne, jak Wyrocznia Delficka czy Carpe Diem, to im również brakowało feldowskiego szytu, a pozostałe były zdecydowanie gorsze. Po tegorocznych Castles of Tuscany już byłem zdecydowany na zdjęcie jego plakatów ze ścian sypialni, jednak na szczęście zagrałem w Bonfire, czyli Felda w starym, dobrym stylu!

 

Miejsce 1.

Vlaada Chvátil

Wybór nie mógł być inny. Vlaada Chvátil od dawna jest, i raczej już pozostanie, moim ulubionym projektantem. Zachwyca mnie, że mimo wielu wyjątków w zasadach, jego gry praktycznie same układają się w głowie, głównie za sprawą znakomitego humoru, w który obfitują jego instrukcje. Niesamowite jest, jak różnorodne gry tworzy, a także fakt, że wszystkie trafiają w mój gust. Rzućmy okiem na jego portfolio. Znajdziemy tam imprezówkę (Tajniacy), grę w czasie rzeczywistym (Ciężarówką Przez Galaktykę), grę pojedynkową (Tash-Kalar) i znakomite euraski (Władcy Podziemi Pupile Podziemi). Jeśli nadal mało Wam argumentów, to śpieszę poinformować, że Chvatil jest jedynym projektantem, którego więcej niż jedną grę mam w swoim prywatnym top 10. Klejnotami w jego koronie są najlepsza gra cywilizacyjna, czyli Cywilizacja Poprzez Wieki, oraz najlepsza przygodówka wśród euro i najlepsze euro wśród przygodówek – Mage Knight. Aż smutno mi się zrobiło, wymieniając wszystkie te znakomite gry, bo chciałoby się zobaczyć spod ręki Chvatila coś nowego, poza kolejną iteracją Tajniaków.

 


 

Na koniec czas na garść obiecanych statystyk i ciekawostek. Zacznijmy od tych pierwszych. Punktem wyjścia do rozważań było proste wynotowanie moich ocen dla gier poszczególnych projektantów i wyciągnięcie średniej. Zestawienie wygląda następująco:

  1. Chvatil – 8,39
  2. Kwapiński – 7,69
  3. Suchy – 7,58
  4. Pfister – 7,25
  5. Walker-Harding – 7,08
  6. Tascini – 7,00
  7. Luciani – 6,92
  8. Feld – 6,76
  9. Rosenberg – 6,54
  10. Konieczka – 6,50

Rzut okiem na te wyniki od razu zaowocował trzema wnioskami. Walker-Harding jest zdecydowanie za wysoko, Feld zdecydowanie za nisko, a cała ta lista nie ma sensu 😉 Szybko znalazłem powód – nierówna liczba poznanych gier. Feld jest geniuszem, ale często robi po kilka gier w roku i nie trzyma poziomu. Poznałem dwadzieścia jego tytułów i te gorsze mocno ciągnęły średnią w dół. Z drugiej strony był Daniele Tascini, którego gier poznałem czterokrotnie mniej! Trzeba było coś z tym zrobić, zdecydowałem się na dorzucenie wszystkim pozostałym projektantom pewnej liczby ocen 6, tak, aby wszyscy mieli do średniej po dwadzieścia ocen, jak Feld. Dlaczego akurat szóstka? Uznaję tę ocenę za swoistą granicę, poniżej której z grą jest już coś nie tak. 6/10 w skali bgg to gra, za którą nie przepadam, ale mogę zagrać, jeśli ktoś zaproponuje. Klasyczne meh/10. Po tej drobnej modyfikacji lista nabrała sensowniejszego kształtu:

  1. Chvatil – 7,02
  2. Feld- 6,76
  3. Kwapiński – 6,64
  4. Pfister – 6,48
  5. Suchy – 6,45
  6. Rosenberg – 6,33
  7. Walker-Harding – 6,31
  8. Luciani – 6,26
  9. Tascini – 6,24
  10. Konieczka – 6,17

Te wyniki są już zdecydowanie bliższe ostatecznej liście. Feld wskoczył na swoje miejsce, ponownie wysoko znalazł się Adam Kwapiński, co przekonało mnie, że jego pierwszy wynik nie był przypadkowy. Pfister i Suchy byli bardzo blisko siebie, więc uznałem, że spokojnie mogę ich zamienić miejscami, ze względu na miłość do Pulsara. Rosenberg i Walker-Harding polecieli w dół, ponieważ uznałem, że duet Włochów jest najbardziej poszkodowany stosunkowo niską liczbą poznanych gier. Konieczka nadal ostatni, ale to również zgodnie z planem.

 

Zostawmy statystyki, teraz czas różnych ciekawostek i klaryfikacji. Utwierdziłem się w przekonaniu, że szanuję gry Vitala Lacerdy, ale w zasadzie ich nie lubię. Bardzo żałuję Jasona Matthewsa, ale z jego gier znam tylko Zimną Wojnę i 1989. Lekko zdziwiony byłem brakiem Martina Wallace’a, ale doszedłem do wniosku, że owszem, uwielbiam Brassa, a pozostałe gry co najwyżej doceniam.

Brass jest też punktem wyjścia do ciekawostki, która była dla mnie sporym zdziwieniem. W tekście kilkukrotnie wspominałem, że dana gra jest w moim prywatnym top 10 ulubionych planszówek. Okazuje się, że spośród tej dziesiątki, tylko pięć gier zostało zaprojektowane przez kogoś z listy powyżej. Połowa moich ulubionych gier nie została zrobiona przez moich ulubionych autorów! Mamy tu cały przekrój powodów – typowy „jednostrzałowiec” (Jacob Fryxelius), autor, którego pozostałych gier nie znam, a mogłyby mi się spodobać (Volko Ruhnke, Phil Eklund) oraz projektanci, których inne gry znam, jednak niespecjalnie je cenię (Richard Garfield, Martin Wallace).

W swojej kolekcji posiadam gry wszystkich autorów z tej listy, czego można było się spodziewać. W rzeczywistości nie było to takie pewne, a głównym winowajcą jest Simone Luciani, którego grę w kolekcji mam tylko jedną. Równie niską reprezentację ma u mnie Uwe Rosenberg, jednak jest to Uczta dla Odyna, której nie pozbędę się nigdy. Co ciekawe, wspomniana dwójka jest też autorami, zaraz za plecami Stefana Felda, których gier najczęściej się pozbywałem. Projektantami, których tytułów posiadam najwięcej, są Stefan Feld i Vlaada Chvatil. Ku mojemu zaskoczeniu (stawiałem na Chvatila), sprzedałem choć jedną grę każdego autora z tego zestawienia.


Wszystkie zdjęcia pochodzą z BGG, z podstron poszczególnych projektantów i nie są mojego autorstwa.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *